Englishman in Warsaw
Czy słyszeliście już o brytyjskim saksofoniście, który postanowił przenieść się do Warszawy? Ray Dickaty nagrywał niegdyś m.in. ze Spiritualized, Stereolab, Moonshake, PJ Harvey, a teraz woli grywać z polskimi muzykami. U nas ukazał się płyta jego składu Osaka Vaccum, a w Anglii jego drugiego zespołu Loka.
Jak trafiłeś do Polski?
Czym różni się muzyka grana w Londynie od tej w Warszawie?
W takim razie kiedy wreszcie wszedłeś w jazz i muzykę improwizowaną?
Odpowiedź jest prosta – mam polską dziewczynę. Poznaliśmy się w Liverpoolu i wróciłem z nią do Warszawy. Najpierw przez dwa lata przyjeżdżałem do niej na kilka miesięcy, w końcu zdecydowałem się zostać na stałe.
Chyba szybko znalazłeś tutaj dla siebie miejsce na scenie muzycznej – grywasz z improwizatorami z Krakowa i z Warszawy.
Brat mojej dziewczyny Mikołaj Pałosz jest wiolonczelistą. Dzięki niemu poznałem najpierw krakowskie środowisko – Rafała Mazura, Tomka Chołoniewskiego. Z Mikołajem zagrałem też mój pierwszy koncert w Warszawie w klubie Plan B. Potem zacząłem chodzić na jam session do Powiększenia, które organizował Maciek Bielawski. Tam poznałem Macia Morettiego, Marcina Maseckiego, Raphaela Rogińskiego i wielu innych artystów. Strasznie spodobało mi się to środowisko, czegoś takiego nie ma w Anglii.
Przecież Londynie działa słynne Café OTO, odbywa się masa koncertów i festiwali, wydawane jest pismo The Wire…
Właśnie cały czas słyszę tutaj od muzyków, jak fajnie musi być w Londynie. Wiesz mi, że tam się gówno dzieje. Cafe OTO to jedyny klub w dziewięciomilionowym mieście! Większość ciekawych wydarzeń odbywa się z dala od centrum, a tu macie w środku miasta Powiększenie, Plan B, Chłodną 25. W Krakowie jest Alchemia tuż przy rynku. Mnie się podoba również to, że na koncertach jest dużo chłopaków i dziewczyn. W Londynie muzyki improwizowanej słucha tylko kilku podstarzałych facetów.
Czym różni się muzyka grana w Londynie od tej w Warszawie?
Trudno generalizować, bo każdy gra inaczej. Ja wywodzę się z brytyjskiej szkoły wolnej improwizacji Eddiego Prevosta, interesuje mnie operowanie abstrakcyjnymi dźwiękami. Jestem też pod ogromnym wpływem duchowego free jazzu Alberta Aylera. Kiedy grałem po raz pierwszy z zespołem Maćka Bielawskiego, wszyscy zorientowali się, że nie jestem stąd. Polacy improwizują melodyjnie, mają inną dynamikę gry. Są też szalenie otwarci na współpracę i wszechstronni, więc udało nam się wypracować wspólny język. Założyłem nawet zespół Osaka Vaccum z Mikołajem Pałoszem i Pawłem Szpurą.

Twoje CV wskazuje jednak na to, że w Anglii znacznie bliżej było ci do rocka - grałeś m.in. z Gallon Drunk, Spiritualized...
Zawsze chciałem wykonywać krótkie trzyminutowe piosenki, ale łatwiej było mi opanować grę kilku dźwięków na saksofonie niż wyuczyć się akordów na gitarę. Jazz zawsze mnie interesował, niestety brakowało mi odpowiednich muzyków. Za to granie w rockowych zespołach wiele mnie nauczyło. Członkowie Gallon Drunk pokazali mi genialnych rockandrollowych saksofonistów z lat 50. Oszalałem też na punkcie Archie Sheppa i Yusefa Lateefa. Graliśmy również trasy przed Nickiem Cavem i odkryłem Einsturzende Neubauten. Natomiast w Spiritualized po raz pierwszy usłyszałem o Karlheinzu Stockhausenie. I granie z tym zespołem było rozwijające, bo w kompozycjach było dużo miejsca na improwizacje.
W takim razie kiedy wreszcie wszedłeś w jazz i muzykę improwizowaną?
Kiedy przyjechałem do Londynu w latach 90. w Camden Town właściwie skupione było całe życie muzyczne. W małych klubach rozpoczynali karierę Blur, Oasis, Pulp, PJ Harvey. Na imprezach spotykało się członków My Bloody Valentine, Jesus & Mary Chain, Lush. Na każdym rogu był świetny sklep z płytami albo z ciuchami. Można też było przejrzeć amerykańską prasę i poczytać komiksy. Dla mnie chłopaka z prowincji to był kompletny szok i ciągnęło mnie wszędzie. Szczególnie do Red Rose Club, gdzie grywali weterani John Stevens, Derek Bailey, Lol Coxhill, Evan Parker. Mało kto z nas ich rozumiał, ale często zabierałem tam znajomych. Część z nich się śmiała, a część była zachwycona – na przykład Jarvis Cocker. Zacząłem grać w Skree, który był zbyt awangardowy dla rockmanów i zbyt rockowy dla środowiska awangardowego. Potem pojawiła się propozycje ze Spiritualized, która na siedem lat przewróciła moje życie do góry nogami.
Uważasz ten czas za stracony?
Co ty, zjechałem kawał świata, poznałem masę muzyków i mogłem grać dla tysięcy osób. Przy okazji poznałem rockowy świat od podszewki. Na przykład nie zarobiłem w Spiritualized wielkich pieniędzy, bo skład był duży, a największą gażę brał dla siebie lider Jason Pierce. Nawet na płytach przypisywał sobie kompozycje, które dla niego wymyślaliśmy i aranżowaliśmy. Sytuacja podczas wyjazdów też nie była przyjemna. Najpierw z powodu byłej żony Jasona, która wciąż była w składzie, chociaż była już dziewczyną Richarda Ashcrofta. Potem pojawiły się kwestie finansowe i część muzyków odeszła. Ja zostałem jeszcze chwilę w Spritualized już nie jako członek zespołu, tylko muzyk sesyjny i miałem lepsze zarobki.

Jak się czułeś, kiedy ta kariera dobiegła końca?Co ty, zjechałem kawał świata, poznałem masę muzyków i mogłem grać dla tysięcy osób. Przy okazji poznałem rockowy świat od podszewki. Na przykład nie zarobiłem w Spiritualized wielkich pieniędzy, bo skład był duży, a największą gażę brał dla siebie lider Jason Pierce. Nawet na płytach przypisywał sobie kompozycje, które dla niego wymyślaliśmy i aranżowaliśmy. Sytuacja podczas wyjazdów też nie była przyjemna. Najpierw z powodu byłej żony Jasona, która wciąż była w składzie, chociaż była już dziewczyną Richarda Ashcrofta. Potem pojawiły się kwestie finansowe i część muzyków odeszła. Ja zostałem jeszcze chwilę w Spritualized już nie jako członek zespołu, tylko muzyk sesyjny i miałem lepsze zarobki.
Byłem kompletnie rozpieprzony. Nagle zamiast dla 5 tysięcy osób, które znało na pamięć wszystkie teksty, grałem dla pięciu osób, które nie wiedziały do końca, o co mi chodzi. Najpierw poszedłem na warsztaty z Eddie Prevostem, a potem postanowiłem wrócić do Liverpoolu. Miałem dosyć Londynu - pojawiło się młode pokolenie i muzyka rockowa zaczęła mi działać na nerwy oraz rozczarowałem się sceną improwizowaną tzw. New London Silence bezwstydnie lansowaną przez magazyn The Wire. W Liverpoolu założyłem Solar Fire Trio, które było głośną i bezkompromisową reakcją na to wszystko. A potem trafiłem do zespołu Loka związanego z wytwórnią Ninja Tune i zostałem jego stałym członkiem.
Kiedy poczułeś, że obrałeś właściwy kierunek i wypracowałeś własny styl?
Chyba dopiero tydzień temu. W tej muzyce ważny jest nie tyle cel, co droga prowadząca do niego. Najbardziej twórcze były ostatnie dwa lata, czyli czas, kiedy zacząłem przyjeżdżać do Polski. Poczułem, że jestem zadowolony z dźwięku mojego saksofonu. Mogę grać abstrakcyjnie jak brytyjscy improwizatorzy, a jednocześnie jest w tym amerykański jazzowy feeling. Przestałem się też obawiać współpracy z innymi muzykami. I improwizacja daje mi coraz większą satysfakcję niż odgrywanie z pamięci kilku akordów piosenki.
Na twojej stronie wisi oferta warsztatów oraz sesji nagraniowych z innymi zespołami. Nadal przyjmujesz wszystkie propozycje jako sideman?
Nie, staram się wybierać muzyków, którzy mi odpowiadają. Ostatnio na przykład nagrywałem saksofony na płytę Soulsavers. Zastanawiałem się też przez moment, co bym zrobił, gdyby zgłosiła się do mnie jakąś polska gwiazda i zaprosiła jako sidemana na koncery pod Pałacem Kulutry. Chyba bym się zgodził, bo mogłoby to być dla mnie zupełnie nowe doświadczenie.
rozmawiał: Jacek Skolimowski
rozmawiał: Jacek Skolimowski
Zobacz także

Polscy muzycy podbijają Amerykę
wczoraj 07:52|dodał: Redakcja |wydarzenie tygodnia
Très.b: rzeczy prostsze są nam dużo bliższe
Wtorek, 15 maja|dodał: Redakcja |wywiad
Dwie strony medalu
Niedziela, 29 kwietnia|dodał: Redakcja |wywiad
Charlie Winston: Urodzony na scenie
Piątek, 27 kwietnia|dodał: Redakcja |wywiad
NP z Däleka
Wtorek, 24 kwietnia|dodał: Redakcja |wywiad
Reklama - Chcesz zamówić?
-
MUZYKA
Tytuł: Neujahrskonzert 2012 / New Year's Concert 2012
Wykonawca: Mariss Jansons & Wiener Philha
Cena: 54.99 zł -
MUZYKA
Tytuł: Neujahrskonzert 2012 / New Year's Concert 2012
Wykonawca: Mariss Jansons & Wiener Philha
Cena: 60.58 zł -
FILM
Tytuł: Colombiana (Blu-Ray)
Reżyseria: Olivier Megaton
Cena: 70.68 zł -
FILM
Tytuł: Artur I Minimki 3. Dwa Światy
Reżyseria: Luc Besson
Cena: 10.08 zł
Reklama - Chcesz zamówić?
