"NIE JESTEŚ SWOJĄ PRACĄ. NIE JESTEŚ STANEM SWOJEGO KONTA. NIE JESTEŚ
SWOIM SAMOCHODEM. NIE JESTEŚ STANEM SWOJEGO PORTFELA. NIE JESTEŚ
SWOIMI PIEPRZONYMI KRÓTKIMI SPODENKAMI. JESTEŚ ROZŚPIEWANYM,
ROZTAŃCZONYM GÓWNEM TEGO ŚWIATA" – TYLE TYLER DURDEN, BOHATER
"PODZIEMNEGO KRĘGU". CO MY NA TO?
Minęło już 10 lat od czasu, kiedy wyimaginowany anarchista z filmowego "Podziemnego kręgu" dzięki twarzy Brada Pitta, niekonwencjonalnym metodom działania i takim właśnie bon motom, został herosem popkultury i Robin Hoodem XX wieku. Echo jego słów zdaje się być jednak niepokojąco głuche. "Szybciej", "taniej", a przede wszystkim "więcej" to święta trójca współczesnego świata. Pamiętacie, kiedy razem z granym przez Edwarda Nortona znudzonym życiem bohaterem oglądaliśmy jego mieszkanie, a przy każdej rzeczy, jak w katalogu Ikei, pojawiała się nazwa prezentowanego modelu i jego cena? Nie ma bardziej ikonicznej sceny w tym filmie. Gromadzimy przedmioty i otaczamy się nimi, jakby miały nam dotrzymywać towarzystwa, a ich marki, niczym talizmany, miały chronić nas przed nieszczęściem. Nikt nie mówi, żeby zupełnie zrezygnować z zakupów, pod blokiem sadzić warzywa i samemu szyć sobie ubrania, czy jednak będąc świadomym tego, że 20 procent naszej populacji konsumuje aż 86 procent światowych zasobów naturalnych, a 99 procent wszystkich kupowanych produktów i tak ląduje na śmietniku po góra 6 miesiącach, nie wypadałoby się choć trochę ograniczyć? Co ciekawe, postulat ten wcale nie jest nowy.