PONAD TRZYDZIEŚCI LAT TEMU ODDAŁ DUSZĘ W ZAMIAN ZA TALENT I SŁAWĘ. TOM WAITS DŁUG WOBEC DIABŁA WCIĄŻ SPŁACA – TERAZ W FILMIE „PARNASSUS” TERRY’EGO GILLIAMA
Gdzie i kiedy mogła się rozegrać faustowska scena z udziałem Waitsa? On sam nigdy w wywiadach nie przyznał się otwarcie do konszachtów z diabłem, ale z jego zawiłej biografii można wywnioskować, że do transakcji doszło gdzieś pomiędzy 1976 a 1977 rokiem w legendarnym Hotelu Tropiczna na Bulwarze Santa Monica. Od dekady snuły się tam po korytarzach duchy młodego Jimmiego Hendriksa i Jima Morrisona, którzy się tam bawili oraz Janis Joplin, która popełniła w jednym z pokojów samobójstwo. Zatrzymywali się tam Elvis Costello, członkowie The Ramones, Fleetwood Mac, Andy Warhol nakręcił film „Thrash”, regularnie wpadali drobni cinkciarze i prostytutki ze swoimi dzianymi klientami. Dla jednych był to kawałek piekła, ale dla żądnego życia Waitsa – prawdziwy raj. Na początku kariery przez ponad rok wynajmował w Tropicana pokój za dziewięć dolarów za noc. Uczynił z niego bazę wypadową. Pośród niedopałków papierosów, porozrzucanych butelek po alkoholu i niedoczytanych książek pisał teksty, a na fortepianie w kuchni komponował muzykę. Może właśnie w takiej scenerii po powrocie z jakiegoś koncertu zastał w pokoju diabła. A może było to dokładnie tuż przed awanturą w hotelowej kawiarni, po której został zatrzymany przez policję w areszcie za zakłócanie spokoju? W wywiadzie dla „Los Angeles Times” wspominał: „To był dla mnie bardzo niespokojny okres. Miałem ochotę tylko niszczyć okna, kopcić cygara i przesiadywać w tym hotelu całe noce”. Nie ma jednak wątpliwości, że właśnie w takich okolicznościach nagrał przełomowy w swojej karierze album „Small Change”, od którego rozpoczęła się jego wielka droga do świata show-biznesu oraz na szczyty list przebojów. W ciągu kilku lat ze zwykłego lumpa i barowego grajka zmienił się w czołowego amerykańskiego songwritera, który trafił na usta wszystkich pojawiał się na okładkach poczytnych magazynów. Stał się bohaterem.