Ania Dąbrowska. To jest mój film
 

Była sobie dziewczyna Ania Dąbrowska. Wydaje nową, czwartą płytę, tym razem z coverami piosenek filmowych. Nam opowiada, jak znalazł się tam utwór z „Głębokiego gardła”, jak sama dba o gardło, a także o kompleksach i nagrywaniu płyty w garderobie.
Tę płytę nagrałaś w spodniach czy w sukience? A może jeszcze w czymś innym? W którą stronę poszłaś muzycznie, mentalnie, stylistycznie?
Może to kwestia nadciągającej trzydziestki, ale po nagraniu trzech autorskich płyt zaczęłam odczuwać, że zbliżam się do granicy wyczerpania pewnej estetyki. „Ania Movie” to pożegnanie z „retro”, zamknięcie pewnego etapu. Dalej już nie pójdę... Nie chcę w kółko powtarzać tego samego. Musiałam od siebie odpocząć, żeby znów zapalić się do pisania piosenek. Przy ostatniej płycie było już za spokojnie, czułam, że wpadam w pułapkę i że za chwilę w mojej muzyce nie będzie żadnego zaskoczenia. Spenetrowałam lata 60. wzdłuż i wszerz, od muzyki, przez sukienki, tapety, dywaniki i krzesełka. Chyba czas pójść dalej?
Stąd płyta z coverami piosenek filmowych? Śpiewasz utwory innych, dając sobie czas na znalezienie siebie? Ryzykowny pomysł: śpiewanie po angielsku tego, co już ktoś świetnie wykonał!
Ryzykowny, ale ja mam bogatego chłopaka, więc nie muszę się przejmować. A poważnie: nie robię tego, żeby było bezpiecznie w życiu. Gdy miałam dwadzieścia lat, zgłosiłam się do „Idola”. Czy w tym wieku boisz się o jutro? Nie obchodziło mnie, kim będę za kilka lat, chciałam mieć fun z robienia muzyki, chciałam się bawić, chłonęłam wszystko i nie zastanawiałam się, czy będą z tego pieniądze. To była i jest jedyna możliwa droga.
Ale w wieku 30 lat ludzie robią się wyrachowani i zaczynają kalkulować: to się opłaci, a to nie. Chcę robić muzykę niewymuszoną, być z boku. Mam swoje życie, nikt mi nie przeszkadza, jest fajnie! Nie dzielę muzyki na komercyjną i niekomercyjną. Dzielę za to ludzi, muzyków, producentów na tych, z którymi chcę pracować i tych, z którymi nie. Chętnie zobacz ę, jak się z kimś pracuje, jak ktoś „pachnie”, czym mnie zainspiruje. Na tym polega muzyka i życie, nie można się zamknąć w sobie. Lubię piosenki, które mają dobrą melodię, plastikowe bębny i ejtisowe klawisze, mimo że większość ludzi uważa je za kiczowate.
Więcej w najnowszej Machinie …