Pustki "Kalambury"
 

POTYCZEK Z WIERSZAMI POLSKICH POETÓW CIĄG DALSZY. PUSTKI ŚPIEWAJĄ BRONIEWSKIEGO, LEŚMIANA, WYSPIAŃSKEIGO, A SWOIMI WRAŻENIAMI Z ALBUMU „KALAMBURY” DZIELI SIĘ GITARZYSTA HEYA.

Tej jesieni coś dziwnego wisi w powietrzu. Coś, co nakazuje ludzkości nagrywać dobre płyty. Dobre, a nawet bardzo dobre. To chyba najlepsze 12 miesięcy mijającej dekady. Pozwolę sobie przypomnieć chociażby najnowsze albumy Flaming Lips, Rain Machine czy Volcano Choir... no i oczywiście Pustek. Nie mam pojęcia, co mną kierowało, kiedy zgodziłem się napisać tę recenzję. Pomysł ciekawy, często stosowany, ale żebym ja miał to robić? Ja, świadomy tego, jak trudno mówić o muzyce, jak trudno znaleźć słowa, które choć  w minimalny sposób dadzą o niej wyobrażenie i jak często przeczytany tekst nijak się ma do zawartości płyty. A co zrobić, jeśli płyta będzie kiepska? Wyrazić to szczerze, czy może lepiej jakoś dookoła, nikomu się nie narażając? A może lepiej w ogóle zrezygnować? Ale odetchnąłem z wielka ulgą, odetchnąłem po pierwszym przesłuchaniu. Grupa podjęła się rzeczy trudnej – napisania muzyki do wierszy znanych poetów. Słyszałem wcześniej takie próby i często nie mogłem oprzeć się wrażeniu uczestniczenia w szkolnej akademii. Albo siła słowa była zbyt duża i muzyka schodziła na dalszy plan, albo przybierała nieznośny, patetyczny charakter. Pustki maja jednak na tym polu zbyt duże doświadczenie i szczęśliwie takich skojarzeń unikają. Już otwierająca płytę, tętniąca motorycznym rytmem „Trawa” doskonale uzupełnia błagalny tekst, w finale przybierając charakter nieco mantryczny, który niezwykle do niego pasuje. Zupełnie inaczej jest w tytułowych „Kalamburach”, gdzie niewymuszona lekkość, przebojowość i melodyjność piosenki pozostaje w kontraście z jakże przejmującym wierszem i jednocześnie potwierdza talent grupy do pisania bezpretensjonalnych hitów. Kompozycje to zresztą bardzo mocny atut całej płyty. Choćby genialnie poprowadzona „Wiedza” z uwodzicielskim canto w refrenie, avant-popowe „Pożałuj mnie!” lub „Znój”, gdzie skandowany w unisonie refren potwierdza wypracowany przez zespół styl. Pustki maja styl. Rozpoznawalny, czytelny i obecny we wszystkich utworach.  Warto dodać do tego fakt, że cała czwórka nie marnuje swoich partii instrumentalnych. Wprost przeciwnie, trudno doszukać się wymuszonych lub zbędnych dźwięków. W rezultacie otrzymujemy wydawnictwo, które idealnie wpasowuje się w tą jesień. Jesień obfitującą dobrymi płytami. Dobrymi lub, jak w tym przypadku, bardzo dobrymi.