Oblicza Rosji
 

Kto jeszcze wątpi, że Rosja pod rządami Putina nie przypominała Ogrodów Edenu, niech zajrzy do wsi Dworakowo, wpadnie na stołeczną Rublowkę albo odwiedzi podmoskiewski zakład penitencjarny dla młodocianych przestępców. Omawiane dokumenty opowiadają o tym, jak teoria ustroju demokratycznego rozminęła się z jego praktyczną realizacją. Parafrazując amerykańskiego męża stanu, w Rosji demokracja jest wtedy, gdy dwa wilki i owca naradzają się, co zjeść na obiad.  

Michaił Fiodorowicz, były spadochroniarz Armii Radzieckiej, który w Dworakowie nawraca na Boga kombatancką dziatwę oraz pogubionych obywateli, wie swoje: rządy wielu są dla Zachodu, jest to uwarunkowane historycznie, kulturowo, psychologicznie. Każdego z pensjonariuszy swojego „zakładu odnowy duchowej” trzyma za pysk ten boski namiestnik, car, prowincjonalny Putin. Ma układy w prorządowych partiach, a w domu portret Żukowa i bizantyjskie wazy. Buduje twierdzę, namiastkę Rosji imperialnej, z betonu prawosławnego katolicyzmu. Motto władzy wygłasza, a jakże!, przy wódce i zakąsce: „zdrowe zwierzę, jak zdrowe państwo, ma jedną głowę, wielogłowe są tylko potwory”. Po drugiej stronie tęczy, bogacze osiedlają się na słynnej Dubrówce, ulicy łączącej przedmieścia Moskwy z centrum, gdzie ceny za nieruchomości oscylują w granicach trzech milionów dolarów. Rażące dysproporcje ekonomiczne wyznaczają granice życiowe dla różnych grup społecznych – zubożałej arystokracji, rządowych elit, drobnych handlarzy. Tu przebiega linia demarkacyjna, oddzielająca klasę uprzywilejowaną od maluczkich, których głos nic nie znaczy.

Gdzieś niedaleko jest jeszcze poprawczak, a w nim dzieciaki, które nie trafiły ani pod skrzydła Fiodorowicza, ani do prywatnych szkół. Zabijały, kradły, gwałciły. Przesłanie dla świata, który już nigdy się o nich nie upomni, tatuują na zaciśniętych pięściach. W niczym nie przypominają bananowej młodzieży z Dubrowki, ani światopoglądowo wykrochmalonych „dworaków”. W przeciwieństwie do nich, nie są podatni na indoktrynację autorytetów. Mówią własnym językiem, zbrodnie i wykroczenia podważyły ich status społeczny, a więc i polityczny. Przerażające, że to właśnie im, jako jedynym, udało się ocalić podmiotowość. Nie wygłaszają zaprogramowanych tyrad o Matuli Rosji przed i po pierestrojce, a gdyby zbudzić ich w środku nocy, to zamiast intonowania nacjonalistycznych pieśni, po prostu przekręciliby się na drugi bok.