Ian Brown, 16 lutego, Palladium
 

CZY WARTO ZNÓW ZOBACZYĆ GO W AKCJI? TAK! UDOWADNIAMY, ŻE WAS RÓWNIEŻ NIE POWINNO ZABRAKNĄĆ NA TYM WIEKOPOMNYM WYDARZENIU

 16 LUTEGO NA SCENIE WARSZAWSKIEGO KLUBU PALLADIUM WYSTĄPI IKONA BRYTYJSKIEJ SCENY ALTERNATYWNEJ, BYŁY WOKALISTA THE STONE ROSES, AUTOR SZEŚCIU SOLOWYCH ALBUMÓW.

PANIE I PANOWIE, IAN BROWN PO RAZ DRUGI W POLSCE!

1 To nie plotki, to życie – w listopadzie ubiegłego roku londyńska policja poinformowała o aresztowaniu Browna w związku z awantura, jaka urządzić miał żonie w swoim domu. Kontakty z wymiarem sprawiedliwości to od 1998 roku dla artysty temat wyjątkowo delikatny – został wtedy skazany na odsiadkę za grożenie stewardessie plastikowym widelcem. Nici z koncertów? Odetchnijcie z ulgą – tym razem sad nie zdecydował się na postawienie zarzutów. Europejska trasa odbędzie się więc pod hasłem apoteozy wolności.

2 Jest szansa zobaczenia niemal całej manchesterskiej śmietanki w naszym kraju. I to w ciągu zaledwie szesnastu miesięcy! Jesienią 2008 roku w Łodzi wystąpili Primal Scream i Happy Mondays, na początku ostatnich wakacji Warszawę odwiedził Morrissey. A nuż pogodzą się panowie z New Order i też do nas przyjadą? Jeśli nie zaliczyliście wspomnianych koncertów, warto zacząć od wieczoru z ekswokalistą The Stone Roses.

3 Nie zapominajmy, że King Money (taki pieszczotliwy przydomek wymyślił Brownowi perkusista grupy Dodgy) zagrał już kiedyś w Warszawie – w 2006 roku na festiwalu Summer of Music. Impreza okazała się jednak frekwencyjnym niewypałem, a koncert artysty uznano za małe nieporozumienie (wychwycono fałsze i nie stwierdzono tak zwanego „klimatu”). Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że w klubowej atmosferze Ian będzie w stanie zatrzeć w naszej pamięci tamto wrażenie. Sprawdźcie to!

4 Dla tych, którzy nie mogą oprzeć się wnioskom, że jego solowe dokonania to nie to samo, co złote dni The Stone Roses, istnieje rodzaj kuszącej rekompensaty. W ramach programu ostatnich koncertów Brown wraz ze swoim zespołem zwykł wykonywać jeden czy dwa klasyki niezapomnianej formacji. Są to najczęściej utwory długie i ze wszech miar legendarne – epickie „I Wanna Be Adored” oraz wybitnie transowe „Fool’s Gold”. Uwaga! Na moment można nawet uwierzyć, że na basie gra Mani, a na gitarze sam John Squire.

5 W końcu na powrót The Stone Ross nie ma co liczyć. Mimo astronomicznych kwot, o jakich mówi się w kuluarach i doniesieniach bulwarówek o pojednaniu, dwie najważniejsze osoby ignorują modę na reaktywacje i mówią stanowcze „nie!”. Ian stwierdził, że zdecyduje się na wspólne granie tylko w sytuacji, kiedy zmuszony będzie do żebrania na ulicy. A John Squire poświęcił się malarstwu i ograniczył kontakty z show-biznesem do minimum. Czekanie na cud jest bezpodstawne – King Monkey wystąpi sam i zrobi wszystko, by udowodnić wam, że tracicie niewiele!

6 Nie pomijamy jednak jego dorobku solowego, to on jest tu najważniejszy. A liczy on aż sześć, w większości udanych, płyt. Ian nie zamierza wmawiać wam, że nagrał właśnie longplay swojego życia i z ostatniego „My Way” zagra z pewnością tylko najlepsze kawałki (podobnie, zresztą, jak z każdej innej płyty). „Corpses in Their Mouths”i „My Star”z debiutu „Unfinished MonkeyBusiness”. Z „Golden Greats” – „Dolphins WereMonkeys” czy „Love like a Fountain”. „F.E.A.R.” z trojki. Nie powinno ich zabraknąć. Czyli jeszcze raz – na pewno warto!