e-wydanie machina.pl

machina 47/2010

CIEPŁE MAJTKI? DOBRE MAJTKI

Piątek, 17 grudnia|dodał: |0

TO, CO NIEGDYŚ ZAKRYWANE, DZIŚ JEST NA PIERWSZYM PLANIE. DYSKRECJA USTĘPUJE NOWEMU STYLOWI. NAJPILNIEJ STRZEŻONA TAJEMNICA KOBIECEJ GARDEROBY ROBI FURORĘ NA POKAZACH I OKŁADKACH MAGAZYNÓW. BIELIZNA NAJBLIŻSZA CIAŁU? ZAPOMNIJ. W TYM SEZONIE NAJBLIŻEJ JEJ DO WIELKIEJ MODY.

Pamiętacie obrzydzenie, z jakim Bridget Jones wyjmowała ze swojej szuflady ogromne, modelujące sylwetkę majtasy? Albo spazmy Carrie Bradshaw, gdy występując na pokazie mody, była zmuszona do wciśnięcia się w cekinowe majtki Dolce & Gabbana i niewiele więcej? Kilka lat temu opcja pokazania się publicznie w bieliźnie budziła przerażenie. Zarówno zwyczajnej Bridget, jak i szalonej Carrie. Dziś, jeśli chce się zachować status ikony stylu, trzeba się przełamać i odkryć nieco bielizny. Nastały bezwstydne czasy.

EFEKT ZŁOTYCH SZORTÓW
Tym razem nie jest to wina projektantów. Oni tylko czujnie wychwycili trend, który przyszedł z teledysków, okładek płyt, scen koncertowych. Zanim skąpa odzież zadebiutowała na pokazach mody, została wypróbowana przez wokalistki pop. Najczęściej ze znakomitym efektem, zwanym zresztą w muzycznym marketingu „efektem złotych szortów". To na cześć Kylie Minogue. W 2000 roku wróciła z medialnego niebytu świetnym singlem „Spinning Around”. Nie byłoby jednak sukcesu bez teledysku towarzyszącego piosence. Minogue, właścicielka jednego z najbardziej pożądanych ciał w show-biznesie, ukryła zgrabne pośladki pod złotymi mikroszortami. Tuż po premierze teledysku jej pupa zdobiła okładki wszystkich brytyjskich brukowców, a piosenka zajmowała pierwsze miejsca na listach przebojów. Skuteczność tej metody wyznaczyła promocyjne tendencje w muzyce pop na całą dekadę. Krągła Beyoncé też nigdy nie wstydziła się eksponowania swoich kształtów, nie inaczej było przy promocji ostatniej płyty „I Am... Sasha Fierce”. Z pomocą niszowego projektanta Garetha Pugh i emerytowanego mistrza, Thierry’ego Muglera, stworzyła nowy, drapieżny wizerunek, bliski ostrej, erotycznej wojowniczce. Ma zresztą z kim walczyć. W ubiegłym roku wysoko podniosła poprzeczkę Lady Gaga. Jej moda jest kusa, przezroczysta, wulgarna, ostra. Wie, że to się opłaca. By zdobyć rozgłos, przekroczyła wszystkie granice dobrego smaku – dla innych nie zostało już nic. Jesienny występ Beyoncé podczas wręczania europejskich nagród MTV, gdzie paradowała w czerwonej, kusej bieliźnie, która nawet nie udawała ubrania, wśród publiczności skwitowano beznamiętnym: „phi!”.

NIEUSTRASZONE
Mają więc o czym myśleć etatowe ekshibicjonistki sceniczne, Rihanna, Courtney Love i Lily Allen. Nie szczędzą na scenie swoich wdzięków, acz każda robi to w innym stylu. Rihanna jest przedstawicielką „nieustraszonych" – włoży wszystko, co zapewni jej rozgłos. WidzieliÊmy ją już w gorsetach, pończochach, coraz rzadziej natomiast widujemy ją w normalnych ubraniach. Courtney Love już w poprzedniej dekadzie pokazała, jak to się robi w rock and rollu – wywalając się pijacko „full frontal” na scenie Reading, promując wydaną w 1998 roku płytę Hole „Celebrity Skin” bieliźnianymi kreacjami scenicznymi, czy odsłaniając biust w czasie koncertów z taką samą lekkością, z jaką inni zrzucają marynarki. Lily Allen nigdy do tak odważnych nie należała, bo też niespecjalnie ma się czym chwalić. W ubiegłym roku, promując album „It’s Not Me, It’s You”, wzięła się jednak za siebie. Zachwycona nową, szczupłą figurą uczyniła z niej część odważnego wizerunku. Zaczęło się od założonego na scenie dla żartu body Agent Provocateur, skończyło na skromnych stanikach, które zakładała, występując na letnich brytyjskich festiwalach. Fani mieli na co patrzeć. Jak już naoglądali się piersi Lily, na scenę wchodziła Florence Welch, która uwielbia tańczyć w za krótkich sukienkach, eksponując „majtki Bridget”.

PUNKT G
Projektanci musieli tylko odrobić pracę domową. Bez sentymentów pożegnać lata 80. i ostre barwy, lata 70., boho chic i wzorzyste tkaniny. Zaprzyjaźnić się z jedwabiem i pastelowymi koronkami. I przekonać do swoich nowych, odważnych pomysłów klientki. Sportowa minimalistka, wyuzdana kokietka, wyrafinowana intelektualistka – każda mogła znaleźć coś dla siebie, o ile zamarzyła jej się stymulacja modowego punktu G. Właśnie „The G Spot" zatytułował najnowszą kolekcję Jean-Paul Gaultier, mistrz wyrafinowanej erotyki. Jak najwięksi mistrzowie francuskiej mody, Mugler czy Alaia, uwielbia kobiece ciało i jego krągłości. Wystarczy spojrzeć na kilka jego ikonicznych projektów. Marion Cotillard odbierająca w jego sukni Oscara była syreną, butelka jego najsłynniejszych perfum, Classique, to ponętny, kobiecy gorset, Madonna, występując podczas Blonde Ambition Tour w kostiumach Gaultiera, dała biustonoszowi nowe życie. W interpretacji amerykańskiej wokalistki stał się narzędziem władzy, symbolem seksualnego wyzwolenia nowoczesnej kobiety, umocnił też wizerunek Madonny jako seksbomby. Dwadzieścia lat później kolekcja „G Spot” nie różniła się specjalnie od dotychczasowych Gaultiera, jak zawsze pełnych gorsetów, biustonoszy i konstrukcji modelujących kobiece ciała, tym razem jednak była to kolekcja absolutnie na czasie.

CENA KONTROWERSJI
Najlepsze kolekcje na sezon wiosna/lato 2010 najbardziej zadowolą ekshibicjonistki. Od typów sportowych, łączących obszerne dresowe bluzy z ultrakrótkimi szortami, jak na pokazie Alexandra Wanga, po bogate miłośniczki haute couture, które perfekcyjnie uszyte kostiumy Diora połączą ze śmiało eksponowanymi pończochami. Bardziej odważne włożą wzorzyste spódnice Proenza Schouler do równie barwnych biustonoszy proponowanych zamiast bluzek czy marynarek. Komu znudziło się perfekcyjne współczesne krawiectwo Stefano Pilatiego dla Yves Saint Laurenta, może w tym sezonie zamówić nie tylko zwiewne kreacje w truskawki sygnowane logo YSL, ale i nieprzyzwoicie krótkie czarne szorty noszone na pokazie z elegancką, białą koszulą. Panie, które traktują modę bardziej nonszalancko, trafią pewnie do butików Marca Jacobsa, który zaproponował genialny patent dla wszystkich opornych – bielizna noszona na, a nie pod ubrania. Nie trzeba już wystawiać ciała na widok publiczny i pośmiewisko. Przymiarki nowego trendu testowane na celebrytkach wypadają blado. Współczesna popularna młodzież z aspiracjami, siostry Geldof, Alice Dellal, Coco Sumner, w dziurawych rajstopach, wystających stanikach, przykrótkich szortach, wygląda raczej niekorzystnie. Supermodelka Agyness Deyn stąpa po cienkiej krawędzi, łącząc obciachowe podkolanówki z wyjściowymi sukienkami od największych projektantów mody. Julia Restoin Roitfeld, córka naczelnej „Vogue Paris", do tej pory uznawana za bezbłędnie ubraną dziewczynę, podpadła, wkładając do małej czarnej wyzywające, koronkowe rajstopy. Jej matka, Carine Roitfeld, pani po pięćdziesiątce, w październiku śmigała po Paryżu w przejrzystej koronkowej sukience z najnowszej kolekcji Dolce & Gabbany. Anna Dello Russo, niewiele młodsza koleżanka z japońskiego „Vogue’a”, pokazała się w identycznej kreacji, budząc oburzenie upublicznianiem bielizny w południe w Mediolanie. Nikt nie zauważył, że obie panie wyglądały fantastycznie. To cena kontrowersji. Dolce & Gabbana, od zawsze balansujący na granicy dobrego smaku, odnaleźli się w tym sezonie. Ich kolekcja, pełna przezroczystości i króciutkich kreacji, jest jedną z najbardziej pożądanych przez stylistów gwiazd. Znakomicie przyjęto też kolekcję Diora, może już nie tak jednoznacznie bieliźnianą, raczej sypialnianą, pełną dyskretnych, jedwabnych koszulek i zwiewnych sukienek. To co nowe dla Johna Galliano, w poprzednim sezonie było domeną Stelli McCartney. Warto oddać hołd jej intuicji, projektantka już na jesień i zimę proponowała zmysłowe przezroczyste koronki, a swobodnie opinające ciało pastelowe jedwabie i satyny są jednym z jej znaków firmowych od początku kariery.


STANIKI ZOSTAWIAMY PRADZIE
Konsekwencję należy docenić także w przypadku dwóch innych domów mody – Prada i Maison Martin Margiela. Dwie różne estetyki, dwa różne sposoby robienia kariery w branży, a jeśli przyjrzeć się dokładnie historiom kolekcji, nie sposób nie dostrzec fascynacji bazą kobiecej garderoby. To Prada, marka kopiowana nabożnie przez wszystkie sieciówki, prawdopodobnie odpowiada za aktualny trend. Już rok temu pokazała na wybiegu modelki noszące zamiast bluzek staniki, w przypadku nieco siermiężnej mody Prady, do swetrów. Ta stylizacja była bazą kampanii reklamowej, która umocniła ten wizerunek. Niech zatem za majtasy odpowiadają wokalistki pop, staniki zostawiamy Pradzie. Miuccia bardzo je lubi, pojawiały się także w kolekcjach jej tańszej linii, Miu Miu. Amerykańska aktorka Chloë Sevigny została zresztą za pojawienie się w dość odważnej kreacji Miu Miu niemiłosiernie zjechana przez konserwatywnych krytyków mody. Gwiazdy niechętnie pozują w Margieli, to trudny i kontrowersyjny projektant. Szuka wciąż nowych rozwiązań, pyta o granice funkcjonalności, rozszerza je, ogranicza, łamie. W fantastycznej kolekcji na wiosnę/lato 2007 bawił się motywem zakrywania kobiecych piersi, tworząc niby bieliznę na bazowych bluzkach. Dwa lata później bezwstydnie pokazywał ramiączka biustonosza, chociaż dobry obyczaj nakazuje skrzętnie je ukrywać. W tym sezonie, podobnie jak Prada, postawił na ultrakrótkie szorty. Przewrotnie noszone do obszernych marynarek i ogromnych buciorów. Za trudne? Miłośniczki ostentacji zachwycą sie łączeniem skóry i delikatnej bielizny proponowanej przez Loewe, romantyczki zakochają się w dziewczęcej kolekcji Rochas, pełnej przezroczystości eksponujących bieliznę, a niewolnice mody okażą wsparcie nowemu projektantowi Niny Ricci, pokazując się w jego pastelowych przejrzystych kreacjach. Nawet Karl Lagerfeld, autor bardzo wstrzemięźliwej kolekcji Chanel, zdaje się mieć świadomość nieuchronności zdarzeń. Wypuścił linię zmywalnych tatuaży z logo marki, by zdobiły eksponowane w tym sezonie ciało.

BAWEŁNIANE MAJTKI
Bieliźniana stylizacja, choć ryzykowna, bywa skuteczna. Najlepiej sprawdza się na premierach filmów. Demi Moore, chcąc udowodnić swój status seksownej czterdziestki, na premierze drugiej części „Aniołków Charliego" pojawiła się nie tylko z młodym partnerem, Ashtonem Kutcherem, ale i w bardzo odważnej kreacji Toma Forda dla Yves Saint Laurent. Następnego dnia mówiło się tylko o tym. Sienna Miller poszła dalej. O ile Moore przykryła koronkową bieliznę zieloną sukienką, Sienna na premierę filmu „Factory Girl” przyszła po prostu w samych majtkach. Fakt, że dość zabudowanych, ale zawsze. Jej gazety nie oszczędziły. Chwalona za rolę w filmie, zmieszana z błotem za strój. Była jednak osoba, którą zachwyciła odwaga brytyjskiej gwiazdki. Anna Wintour, naczelna amerykańskiego „Vogue’a”, tak pokochała Miller, że zaproponowała jej okładkę najważniejszego w roku, wrześniowego numeru pisma, który – co pokazała historia, a także film dokumentalny „September Issue” – okazał się być najbardziej imponującym wydawnictwem w historii magazynu. Sienna mogła w nim paradować po Rzymie w piórkach od Valentino. Nic takiego nie miałoby miejsca, gdyby nie zwykłe czarne bawełniane majtki.

NADZIEJA W SKARPETKACH
Dla nieprzekonanych jest nadzieja. Kilka fantastycznych kolekcji sezonu wyłamało się obowiązującym tendencjom. Skutecznie kusić można w pięknych, „zwyczajnych" minisukienkach od Versace i Christophera Kane’a. Kto ma dość tej słodyczy, pójdzie na wojnę w przełamanych złotem khaki od Balmain. A kto szuka złotego środka, znajdzie go w najlepszej kolekcji sezonu wiosna/lato 2010. Christopher Bailey, projektując dla Burberry Prorsum, nie rozbiera kobiet. Ubrał je w piękne płaszcze i sukienki. Nie byłby sobą, gdyby nie przełamał tego nutą brytyjskiej melancholii, tu pod postacią skarpetek noszonych do krótkich sukienek i niebotycznie wysokich butów. Tak, prozaiczne, szare skarpetki. Skrzętnie dotąd skrywany, niepozorny element garderoby. W tym sezonie urasta do rangi modowego zbawiciela. Pozwala odkryć wiele, pokazując niewiele. Teraz niech ktoś powie to biednej Carrie.

 


Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Więcej informacji w naszej Polityce prywatności zamknij