e-wydanie machina.pl

machina 57/2010

DUPA TO ZWIERCIADŁO DUSZY

Piątek, 17 grudnia|dodał: |0

JEDEN Z OSTATNICH ARTYSTÓW KINA EROTYCZNEGO, TINTO BRASS, PRZYJECHAŁ DO POLSKI NA ZAPROSZENIE FORUM KINA EUROPEJSKIEGO CINERGIA. REŻYSER „KALIGULI” OPOWIADA O NAJLEPSZYCH TYŁKACH W SHOW-BIZNESIE I TŁUMACZY, DLACZEGO PORNO GO NIE RUSZA.

Podobno bardzo podobał się panu „Avatar" i jest pan zachwycony możliwościami kina trójwymiarowego. Kolejny film erotyczny nakręci pan w 3D?
Podobają mi się możliwości, jakie zyskuje reżyser przy zastosowaniu tej techniki. Do tej pory w trójwymiarze widziałem tylko „Avatara", więc nie mam porównania, ale ten film był zrobiony doskonale, zarówno pod względem efektów specjalnych, jak i narracji. Dzięki 3D reżyser może prowadzić widza przez historię jak za rękę.

Zobaczymy więc film erotyczny w 3D? Jeśli tak, to nie byłaby to pierwsza produkcja tego typu. Przecież już w latach 60. powstały „Stewardesy" – kultowy film porno w trójwymiarze.
Tak, słyszałem o tym filmie. Technika 3D nie jest czymś zupełnie nowym, ale dopiero teraz została dopracowana. Już Alfred Hitchcock – jeden z moich ulubionych reżyserów – eksperymentował na tym polu. Oczywiście chciałbym nakręcić film erotyczny w ten sposób. W końcu co może być piękniejszego od kobiecego ciała oglądanego ze wszystkich stron? Najpierw jednak planuję nakręcić dalszy ciąg historii Kaliguli. Mamy już roboczy tytuł „Kto zabił Kaligulę".

Mówił pan o Hitchcocku, ale kiedy po raz pierwszy zobaczyłem pańskie filmy, pomyślałem od razu o innym reżyserze, Russie Meyerze. On miał obsesję na punkcie piersi, a pan słynie jako fetyszysta kobiecych tyłeczków. Razem moglibyście stworzyć arcydzieło.
Oczywiście dobrze znam filmy Meyera. Uwielbiam jego poczucie humoru i sposób, w jaki pokazywał kobiety – władcze, przerysowane, totalne. Nieraz myślałem o współpracy z nim, ale nie było okazji, żeby się spotkać. Żałuję tego. To mógłby być duet idealny! Proszę jednak zauważyć, że w moim nowym filmie krótkometrażowym „Hotel Courbet" równie często co tyłek, pokazuję piersi. A tak poważnie – kobiece atrybuty to tylko pewien symbol, język. Mnie kobiety fascynują jako całość. Równie interesująca jest ich dusza. Dla mnie dupa jest jej zwierciadłem. Tyłek cię nie oszuka. Twarz można umalować i przykryć maską, a dupa jest naga, a przez to prawdziwa. Język ciała jest nie do podrobienia.

Jest pan po raz pierwszy w Polsce. Jak zatem ocenia pan tutejsze tyłeczki?
Nie widziałem ich zbyt wiele, ale bardzo mile wspominam pewną polską aktorkę, która wystąpiła w moim filmie „Mężczyzna, który patrzy", Katarzynę Kozaczyk. Miała naprawdę piękne ciało. Jeśli patrzeć przez pryzmat jej tyłka, to Polki mają bardzo bogate dusze.

A kto ma dziś najdoskonalsze siedzenie w przemyśle rozrywkowym?
Oczywiście najpiękniejszą duszę ma siedząca tu z nami Caterina Varzi – moja największa muza. Jeśli chodzi o kino rozrywkowe, to bardzo wysoko oceniam Angelinę Jolie, a z nieżyjàcych aktorek Marilyn Monroe. Nie jestem tu oryginalny, ale ta ostatnia miała tyłek wszech czasów. Poza tym miała niezrównany seksapil.

Jaka jest pańska definicja filmu erotycznego i filmu porno? Gdzie przebiega granica?
Przedmiot pożądania jest ten sam, ale w kinie porno mamy do czynienia z pustą formą. Są tylko nic nieznaczące obrazki. Z kolei w filmach erotycznych pojawiają się również emocje i to właśnie one mnie interesują. U mnie pojawiają się genitalia, bo to naturalny element miłości, ale nigdy nie pokazywałem nachalnych zbliżeń, mięsa.

Dziś kino erotyczne jest w odwrocie – króluje ostre porno dostępne jednym kliknięciem myszy. Martwi to pana?
Tak jak wspomniałem, nie jestem fanem banalnego porno, które postrzegam jako produkt jednorazowego użytku, element rozbuchanego konsumpcjonizmu. Brak mi kultury Erosa, pewnego szacunku dla obrazu, jego smakowania. Jednocześnie nie jestem do filmów porno bardzo krytycznie nastawiony. Sądzę, że to jest naturalne rozwinięcie filmów erotycznych. Po prostu nie pojawił się jeszcze artysta, który potrafiłby należycie wykorzystać potencjał tego gatunku. Brak reżysera z charakterem, z autorską wizją.

Pańskim najsłynniejszym dziełem pozostaje „Kaligula", opowieść o upadku imperium rzymskiego, ale też studium nihilizmu, dekadencji i władzy. Nie odnosi pan wrażenia, że Europa znajduje się dziś w podobnym momencie historii?
Historia ma to do siebie, że lubi się powtarzać, jak dowodził filozof Giambattista Vico. Mam takie samo wrażenie. Dzisiejsza kultura żeruje na przesycie i wydaje mi się, że ten balon kolorów musi w końcu pęknąć. Pozostaje mieć nadzieję, że narodzi się w nas jakiś nowy duch. Proszę nie pytać, co przez to rozumiem, bo sam nie wiem, ale Europa bez wątpienia potrzebuje odrodzenia.

Czego nauczył się pan przez te wszystkie lata studiowania i obserwowania ludzkich zachowań seksualnych?
Zrozumiałem, że erotyzm to jeden z najbardziej demokratycznych elementów naszego życia, podobnie zresztą jak śmierć – jest dostępny dla wszystkich i pod każdą szerokością geograficzną. Na moje filmy ludzie zawsze chodzili do kina z ochotą, pomimo wielu zakazów i cenzury, z którą musiałem się niejednokrotnie borykać. Erotyzm jest czystą prawdą zdolną wygrać ze sztuczną moralnością i hipokryzją. To bardzo ważne w takim kraju jak Włochy, uważanym przecież za bardzo religijny. Proszę zwrócić uwagę, co się dziś dzieje w mojej ojczyźnie – krajem rządzi playboy Silvio Berlusconi, który gustuje w bardzo młodych dziewczynach i dzikich orgiach, ale oficjalnie ciągle powtarza, że dla niego najważniejsze są wartości rodzinne i tradycja. Dlaczego? Bo ciągle jesteśmy zakładnikami podwójnej moralności, tej wyznaczonej przez Kościół katolicki i tej pierwotnej, kulturowej.

Wiem, o czym pan mówi, bo w Polsce też mamy spory kłopot z powszechną hipokryzją. Teoretycznie jesteśmy narodem katolików, ale praktycznie jesteśmy tam, gdzie reszta Europy.
Tak, Polska i Włochy są z pewnością bardzo podobne pod tym względem. Co ciekawe, mimo postępującej liberalizacji Europy te mechanizmy się nie zmieniają. Myślę nawet, że dziś jesteśmy bardziej pruderyjni niż w latach 70. Moje filmy często pokazują tę powszechną obłudę.

Nie ma pan poczucia, że jest pan dziś niedocenianym reżyserem? Zbyt miękki dla fanów współczesnego porno, ale niewystarczająco wyrafinowany dla koneserów kina artystycznego?
Coś w tym jest, choć dla mnie to rzecz drugorzędna. Boli mnie jedynie, że najmniej doceniany jestem we własnej ojczyźnie, bo moje filmy o wiele większą popularnością cieszą się choćby we Francji czy w Niemczech. Choć coś się chyba zmienia w tej materii, bo rok temu na festiwalu w Cannes pokazano mój film, przyznając tym samym, że kino erotyczne może być równoprawną sztuką filmową. Cieszę się, że doszło do tego jeszcze za mojego życia, bo zawsze bałem się, że skończę jak malarz Wassily Kandinsky doceniony dopiero po śmierci.

Na koniec muszę zadać dwa pytania, które podniosą nam sprzedaż. Najlepsza scena erotyczna, jaką widział pan w życiu? Coś, co pana wzrusza ciągle mimo upływu lat?
To scena ze wspomnianego filmu „Mężczyzna, który patrzy". Jest tam taki moment, kiedy służąca onanizuje się cygarem swojego pana. Myślę, że to również ulubiona scena Billa Clintona, z czasów, kiedy eksperymentował z Moniką Lewinsky. Może nawet ta scena go w jakiś sposób zainspirowała?

A najbardziej perwersyjna fantazja erotyczna, z którą się pan zetknął? Niekoniecznie musi być pańska.
A czemu nie? To może nie jest nic nadzwyczajnego jak na dzisiejsze standardy, ale czasem wyobrażam sobie, że jestem aktorem na planie swojego filmu i uprawiam seks analny z jedną z aktorek.


Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Więcej informacji w naszej Polityce prywatności zamknij