Lana Del Rey "Born To Die"RSS
Lana Del Rey "Born To Die"
Po miesiącach nakręcania promocyjnej spirali – w końcu jest. Wielu recenzentów zdążyło już zamanifestować rozczarowanie płytą wokalistki, która miała być największym odkryciem ubiegłego roku. Warto jednak docenić oryginalny, nostalgiczny klimat albumu Lany Del Rey
"Winnie Cooper, co się z tobą stało?" – śpiewają na ostatniej płycie Beneficjenci Splendoru. Chyba znamy odpowiedź. Winnie zmieniła imię na Lana, ale poza tym wszystko gra. Nadal stoi w szortach na podjeździe domku z amerykańskich przedmieść i jara się Elvisem. Dziwi was to porównanie? Lana Del Rey bazuje na nostalgii, tak samo jak popularny w latach 90. serial "Cudowne lata". Powiewająca w jej teledyskach pasiasta flaga to dobry chwyt na czas ekonomicznego kryzysu i masowych protestów na Wall Street. Przypomina o złotych czasach mitu wielkiej Ameryki i prosperity klasy średniej, czasach, gdy Neil Armstrong stawiał pierwszy krok na Księżycu, a dzieciaki z dobrych domów odkrywały rock'n'rolla. Właśnie tego za Oceanem było teraz trzeba.
Mówią, że "Born to Die" to perfekcyjny produkt marketingowy i podrasowana produkcyjnie sklejka plagiatów. To prawda. Gdy po miesiącach oczekiwań, dostaliśmy do rąk pierwszą płytę Lany Del Rey, nie ma już wątpliwości, że album świeżo wzeszłej gwiazdy nie jest muzyczną rewolucją. To zgrabny patchwork stylów, klimatów, inspiracji. Całość wyprodukowana na błysk tak, że od momentami zdaje się, jakbyśmy zostali obdarowani wypasioną bombonierą. Ale zamiast rzucać kamieniem, warto docenić zalety tego albumu. Amerykańska wokalistka zbiera do jednego worka to, na czym wyrosło jej pokolenie. Jest tęsknota za mitycznymi latami 60. i erą hipisowską, posmak popowych przebojów z lat 80., w końcu szczypta r&b i hip-hopowy beat. W czasach, gdy popowe wokalistki manifestują feminizm i seksualne wyzwolenie, Lana woli śpiewać o toksycznych miłościach do niegrzecznych macho w stylu Jamesa Deana ("nie jesteś dla mnie dobry, ale cię pragnę"). W znanych już kawałkach "Blue Jeans" czy "Video Games" czaruje niskim, nieco chropawym wokalem, w "Carmen" doskonale podszywa się pod Nancy Sinatrę i zmysłowo melorecytuje po francusku, jak Brigitte Bardot. "Summertime Sadness" bezbłędnie wprowadza w nastrój dusznej melancholii, ale Lana bywa też lalką Barbie, popowym kociakiem, któremu zdecydowanie bliżej do Britney Spears niż Florence And The Machine.
Promocyjna spirala, jaką nakręcono wokół "Born To Die" chyba w dużym stopniu zaszkodziła Lanie Del Rey. Po pierwszym odsłuchu wielu amerykańskich recenzentów dało wyraz swojemu rozczarowaniu. Być może jednak fenomen Lany mówi sporo o współczesnym pokoleniu dwudziesto-trzydziestoparolatków – pokoleniu gorliwych zbieraczy popkulturowych odpadów z przeszłości. Chyba mocno rozczarowanych współczesnością.
tekst: Malwina Wapińska
9/10
Jak dla mnie album świetny, bardzo dobrze wyprodukowany album z chwytliwymi melodiami, świetnym głosem. Pomijając już te wszystkie wydarzenia, o których ostatnio było głośno wokół niej, w tej chwili oceniam tylko i wyłącznie muzykę, a ta jest na bardzo dobrym poziomie.
Brak recenzji Twoich znajomych ;(
Dowiedz się więcej
Lana Del Rey
Lana Del Ray (właść. Elizabeth Grant) urodziła się w 1985 roku w Nowym Jorku. Debiutowała w 2009 roku EP-ką "Kill Kill" jeszcze pod pseudonimem Lizzy Grant. Jej aktualny przydomek pochodzi z połączenia imienia hollywoodzkiej aktorki i modelu Forda. Piosenka Leny "Video Games" zyskała tytuł "Best New Track" strony Pitchfork. Singiel "Video Games"/"Blue Jeans" ukazał się w...
Newsy
Nowy teledysk Lany Del Rey
Poniedziałek, 19 marca0Lana Del Rey: Od dawna jestem artystką
Czwartek, 08 marca0
-
MUZYKA
Tytuł: While I'M Awake
Wykonawca: Giovanca
Cena: 37.49 zł -
MUZYKA
Tytuł: 40 Winks Of Courage
Wykonawca: Tres.B
Cena: 37.49 zł -
FILM
Tytuł: Matrix Reaktywacja (2 Dvd) Premium Collection
Reżyseria:
Cena: 27.49 zł -
FILM
Tytuł: Śniegusie Ratują Planetę - Recykling Jest Ważny
Reżyseria:
Cena: 30.28 zł
